Menu

Anielinka

Opowieść o niezwykłej dziewczynce z Zespołem Williamsa

Wpisy otagowane : Boze-Narodzenie

zezerta

Kot właśnie znowu zjada sztuczną choinkę, a ja próbuję napisać coś o Jasełkach szkolnych u Anieli, naszych świętach i o całym tym wariackim czasie.

Z kotem to nam wybitnie nie wychodzi, wszystko jest nie tak. Zwierzak świruje, jak tylko poczuje świeże powietrze odbija mu jeszcze bardziej. Uciekł mi pewnego wieczoru na balkon i zniknął. Mieszkamy na drugim piętrze...nie zabił się. Skoczył do sąsiadów obok. Teraz korzysta z każdej okazji żeby się tam wyrwać. Bardzo smakują mu żelowe naklejki na okno. Już niewiele zostało. Myślałam do tej pory, że zdobywa je z parapetu. Otóż nie! Wybija się z podłogi spryciarz. Brakuje mu podwórka. Daliśmy ogłoszenie na Tablicy, mieliśmy nawet 5 chętnych osób. Jedna już po niego jechała do nas ale jakimś trafem nie dojechała, a teraz nie odbiera telefonu...Mam nadzieję, że nie spotkało tej Pani to, co Panią wiozącą dla Gryzuchy lalkę... (Zakupiliśmy baby born murzynkę używaną ale Pani w drodze na pocztę miała wypadek i lalka nie nadawała się do sprzedaży :/) Kot spakowany od 30 grudnia. Aniela obudziła się 31 siadła na łóżku i pierwsze słowa jakie wypowiedziała to było: "Czy kot jeszcze jest?". Nie będzie dzieciakom łatwo się z Imrusiem rozstać ale trzeba będzie. To nie jest dom dla niego. Zwariuję jeśli tu zostanie. Chociaż pozytywnie mnie zaskoczył! Zostawiliśmy go w święta samego na 5 dni. Dom zabezpieczony, korytarz i łazienka do jego dyspozycji. Dużo jedzenia i picia dostał. Spodziewałam się bałaganu po powrocie. Tymczasem kot grzecznie załatwiał się do kuwety, nic nie zniszczył, zostawił sporo jedzenia, nie zwymiotował!, a dwie skarpetki leżące na podłodze okazały się być przeznaczone dla niego do zabawy, nie jak myślałam- zdobyczne. Płakał strasznie, nie lubi być sam. Grzeczny, czysty kotek - tylko brać - byle nie do bloku i stręczycielskich dzieci.

O Jasełkach miało być. Przed samym występem Aniela się rozchorowała ale o tym już pisałam. Poszła na te Jasełka z zatkanym, czerwonym nosem i gęgającym głosem. Stremowana była strasznie i połknęła trochę tekstu ale sens zachowała. Pożyczyliśmy od babci chustkę, nałożyła co tam miała podpadającego pod babciny strój i pięknie się spisała. Jak zawsze z resztą.

Babcia.

Dumna jestem bardzo. Cieszę się, że lubi to i ma okazję się wykazać. Oby tylko sodówka jej do głowy nie strzeliła ;)

 

Potem miała jeszcze jedną okazję żeby zaprezentować swoje umiejętności. W szkole odbyły się kolejne Jasełka, tym razem wystawiane przez pracowników, na których akompaniamentem służył Enej zaprzyjaźniony z ZPE. Nie wiem jak to się stało, że moje dziecko dostało mikrofon i zaśpiewało razem z Nimi kolędy ale tak było czego dowodem są zdjęcia w internecie i relacje osób, które miały to szczęście oglądać występ na własne oczy. Zdjęć pokazać nie mogę, nie są moją własnością i nie bardzo wiem do kogo należą. Kto ma konto na Fb może wejść na stronę zespołu lub na moje konto i sobie zobaczyć. Piękna pamiątka :) Aniela miała nadzieję obejrzeć siebie w tv lecz niestety tego nie puścili, jeśli ktoś posiada nagranie i może mi je udostępnić do użytku prywatnego - jestem chętna. Jestem dumna jeszcze bardziej!!!!!

Po drodze byliśmy też u Adasia na wspólnym kolędowaniu. Syn również wzbudził we mnie powód do dumy. On generalnie mało mówi o tym co się dzieje w przedszkolu, a zapytany co robił zazwyczaj mówi, że nic nie robił ponieważ jak coś robi to się męczy. Adaś się męczyć nie lubi. Okazało się, że zna piosenki świąteczne po angielsku i kolędy, których ja w domu nie ćwiczyłam.

Adaś jako gwiazda rocka - tak o sobie mówi kiedy zakłada tę opaskę.

Gwiazda.

Zapytałam Panią wychowawczynię o moje aspergerowe podejrzenia względem Niego. Mądry, grzeczny, dobrze rozwijający się chłopak z całkiem pokaźną wiedzą i introwertycznym usposobieniem. ZA brak. Niech no tylko zacznie więcej chodzić do przedszkola!

Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy w NML. Pojechałam z dziećmi, potem Michał do nas dołączył. Podróż udała się, dotarliśmy wszyscy z suchą bielizną. Dzieciaki najpierw zarzuciły mnie mnóstwem pytań, potem sobie spały. Noc jak zwykle łatwa dla Anieli nie była. Płakała bo wentylator przy piecu w piwnicy jej przeszkadzał (tak sobie cichutko ale słyszalnie szumi), bo taty nie było, bo jest noc, a Ona woli dzień itp.

Gryzucha uwielbia prezenty dla samego ich dostawania, nie musi się potem nimi bawić, nie przywiązuje większej wagi do rzeczy ale lubi dostawać. Może dlatego najwspanialszym prezentem są dla niej słodycze i naklejki? Jej radość trwa dokładnie tyle ile ich żywot. Strasznie trudno kupić Jej prezent, z którego będzie miała radość ciut dłużej. Wystarczy, że po wielkiej euforii dostanie gumę do żucia i poprzedni obiekt odchodzi w zapomnienie, a może nie? W końcu wraca przecież do zabawek, gier, klocków. Świat rzeczy to zagadkowa sprawa. Piszę o tym bo bardzo bym chciała żeby zrozumiała o co chodzi w Bożym Narodzeniu. Z czego to nasze świętowanie wypływa, co jest źródłem prawdziwej radości. W sumie to przywiązanie do prezentów i jednoczesny brak przywiązania do jakichkolwiek rzeczy może w tym bardziej pomóc niż zaszkodzić. "Mamy czas, mamy czas, mamy czas, czas nie goni nas." Tak mnie naszło na biadolenie :D 

Prezenty

Prezenty

Adaśka radość trwa nadal, dostał swoje wymarzone autka i pociąg - bawi się cały czas.

:)

Michał czytał podczas Wigilii modlitwę z Rytuału Rodzinnego, Ewangelię i musiał być twardy bo dzieciaki co chwilę Mu przerywały - "iii koniec", "Amen!" i tym podobne wypowiadane z ulgą i radością. Naśmialiśmy się :D Nie takie rzeczy ojciec wytrwał, dał radę i tym razem :D

W NML wewnątrz i na zewnątrz kościoła atrakcje. W środku gigantyczna drewniana, ruchoma szopka z mnóstwem scenek. Jest taki Pan w tamtych okolicach, który z powodzeniem dłubie w drewnie i udostępnił swoje dzieła na okres Bożego Narodzenia dla ogółu. Przed kościołem oprócz Jezusa w żłóbku, Maryi i Józefa także kura, kogut, dwa kuce i koń. Konie wróciły do domu zapewne mocno przekarmione, a na bank przegłaskane. Ten właśnie zwierz ku uciesze Gryzonia wylizał jej pięknie brzuch. Na szczęście doprałam.

Szopka

Szopka

Aniela głośno dziękowała księżom za błogosławieństwo słowami: "Dziękuję Ci księdzu bardzo!" Jeszcze głośniej witała się z Nimi kiedy przechodzili przez kościół wracając z kielichami z Panem Jezusem:"Szczęść Boże". Nie sposób było Jej nie dostrzec.

Żeby było więcej niespodzianek - rozchorowałam się. Coś na kształt zapalenia zatok. Nos zatkany, ból głowy i takie różne ciekawe dolegliwości. Na piątkową próbę po świętach dotarłam jednak w całkiem dobrym stanie. To za sprawą małego "cudu"- buziaka od Zbawiciela :D Byłam na Eucharystii przed próbą. Po Komunii pomyślałam patrząc na butelki stojące na stoliku obok ołtarza, że przydałby się łyk wina bo miałam tak sucho w gardle, ze ledwo udało mi się Chrystusa przełknąć. Wspomnienie św. Jana i błogosławieństwo wina tego dnia miało miejsce. Jakoś pierwszy raz się z tym spotkałam i była nieco zaskoczona ale bardzo pozytywnie :D Prezent dostałam od razu po Mszy - szklaneczka pysznego, gronowego wina dla każdego kto chciał i księża w roli kelnerów. I wiecie co??? Nos mi się odetkał i przez większość próby mogłam normalnie oddychać i śpiewać! Alleluja - Jezus żyje!

Na weekend Michał zabrał dzieci do rodziców. Zostałam żeby się podleczyć, zrobić mega tort na agapę i odprężyć przez koncertem. Oni jak zwykle świetnie się bawili :)

Pelnik

Palenie w piecu.

Palenie w piecu.

Spotkaliśmy się w niedzielę żeby razem pójść na Eucharystię, a potem już mieliśmy śpiewać. Łącznie cztery chóry. Adaś zasnął i obudził się już podczas koncertu. Nie był zadowolony, przestraszył się i chciał iść do domu. Aniela słysząc płacz brata także zrezygnowała ze słuchania mamy. Jedyni znajomi jacy dotarli również musieli się ewakuować ze względu na synka. Tak oto przy pełnym kościele ale bez najważniejszych dla mnie gości, z zatkanym nosem i przeogromną suchością w gardle - zaśpiewałam razem z moim chórem. Zazwyczaj oceniam się dość ostro, tym razem również - myślę, że dałam z siebie jakieś 20% moich możliwości. Tego dnia więcej nie dałam rady. Atmosfera za to była bardzo fajna, pozostałe chóry dały nam wiele radości ze wspólnego śpiewania, na koncercie i na agapie. Było przesympatycznie. Poza tym bardzo ciekawe doświadczenie poddania się dyrygentowi, którego widzi się pierwszy raz w życiu, bez żadnej wspólnej próby. Wielka radość!!!!!! Mam nadzieję, że to nie ostatnie takie wydarzenie. Lubie śpiewać jak nie wiem co :D

Sylwestra spędziliśmy w domu. Aniela od rana chciała "imprezki" czyli wystawienia pyszności na stół i możliwości swobodnego ich konsumowania. Musiała długo czekać bo wybrałam się do kościoła i utknęłam. Czas jakoś tak niepostrzeżenie płynął, okazja sprzyjała refleksji, wspomnieniom. Wydawało się, że to wspólne parafialne przepraszanie, dziękowanie i prośby są zwarte i dosyć krótkie. Dużo się zmieniło w naszym życiu. Mamy nowe miejsce, Aniela w szkole, Adaś w przedszkolu, mamy kota!, nowych znajomych, nowe wyzwania. Dobry rok, ten niech będzie jeszcze lepszy!!!

© Anielinka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci