Menu

Anielinka

Opowieść o niezwykłej dziewczynce z Zespołem Williamsa

Wpisy otagowane : Baszta

zezerta

 Za Muszyną już tęsknię i czekam na turnus za rok. Tęsknię nie tylko ze względu na piękne widoki, świeże ręczniki każdego dnia, bez włączania pralki i obiad podany do stołu. Właściwie bardziej za dzieciakami i ich rodzicami. Za terapią pod nosem. Za zrozumieniem. Chodzimy sobie na plac zabaw przed blokiem i moja Gryzuszka się głównie nie bawi...albo siedzi na huśtawce albo patrzy z otwartą buzią na starsze dzieci albo zagaduje babcie, mamy, tudzież ciocie...z różnym skutkiem. Nie może sobie miejsca znaleźć, a do rozpoczęcia roku szkolnego jeszcze dwa tygodnie! Po 2 września już będę mniej tęsknić :) Aniela znowu będzie miała wokół ludzi, którzy jej nie wyśmieją ani nie pogonią. Teraz bywa różnie. Najczęściej dzieci ją ignorują, czasem po prostu mówią, że się nie chcą z nią bawić, jak myślą, że nie widzę to się śmieją. Jak już się ktoś chętny do zabawy znajdzie to zazwyczaj ma jakieś 3 lata. Nie jest różowo. Szkoda. Adaś za to wprowadza w Gryzoniowy świat trochę kreatywności, uczy ją zabawy, wymyślania historii, aż miło posłuchać. Dobrze mieć brata :) Tak smutkiem zawiało troszkę ale cóż...życie. Aniela w swoich oczach (w moich też!) jest najpiękniejsza i najwspanialsza i niech tak zostanie.  

Tak! Widoki w Muszynie są cudowne, wystarczyło wystawić głowę za okno i dech zapierało.

Muszyna Złockie

Bociek niespodziewanie wtargnął w kadr co uświadomiłam sobie kiedy opuściłam aparat, przed oczami przeleciało mi wielkie ptaszysko. Już nie zdołałam go złapać w drugim ujęciu. 

Muszyna

Codzienne parowanie lasu :) Mogłam się tak gapić i gapić i gapić.

Muszyna 

Muszyna

Nasza pierwsza wyprawa. Na lody. Wybraliśmy dłuższą trasę. Nie do sklepu ale na takie gałkowe z Zielonej Budki. Adaś chciał mieć zdjecie z każdym roślinnym zwierzakiem więc cykaliśmy foty po drodze. Zjedliśmy lody, dzieci bawiły się na placu zabaw, ja pobiegłam do sklepu po pumeks i szczoteczkę żeby paznokcie dzieciom doczyścić. Było fajnie dopóki nie zaczęliśmy wracać. Aniela wrzeszczała niemal całą drogę, czyli jakieś dwa kilometry pewnie. Trudno do niej dotrzeć kiedy wpadnie w szał. Jak coś ją już włączy to czasem trudno znaleźć przycisk off. Szczególnie kiedy jest zmęczona, wtedy może włączyć nawet powiew wiatru. Tym razem było to chyba słowo "daleko". Nieopatrznie byłam z moim dzieckiem szczera. Obecność Michała nic nie zmieniła tym razem. Rok temu w drodze powrotnej z tej samej lodziarni mieliśmy identyczną akcję. Za daleko. Spróbujemy znowu w przyszłości. Będę kłamać. Za to kwiecisty koszyk ładny i jeszcze wszyscy zadowoleni na fotografii.

Muszyna 

Ulubiony sposób spędzania wolnego czasu pomiędzy zajęciami :)

 

Activa

Prawdziwe wycieczkowe wyzwanie zostawiliśmy sobie na niedzielę. Michał wcześniej obszedł wszelkie możliwe atrakcje, które mogłyby ucieszyć nasze dzieciaki i wybrał tę najłatwiejszą. Niestety Ogrody Sensoryczne muszą poczekać. Za wysoko i za daleko na lody. Musielibyśmy Anielę i Maję teleportować z góry do hotelu. Poszliśmy na "Basztę". Wybraliśmy się razem z Agnieszką i Mają. Busikiem podjechaliśmy do Muszyny.  Te kilka minut na przystanku...:D

Muszyna

Przewodnik pokazał nam dokąd zmierzamy i zaczęliśmy się "wspinać". W "normalne" góry to się raczej w najbliższych latach nie wybierzemy. Wejście było przyjemne dla wszystkich. 

Muszyna

Zdjęcie rodzinne przy przerażająco - straszących wnętrzach :) made by Aga.

MuszynaPrzepiękny widok na Muszynę i okoliczne górki. Ogrody Sensoryczne też troszenkę było widać :)  

Muszyna

Cudnie!!!!!!!!!!! Wspaniałe widoki. 

Muszyna

Muszyna

Jak to zwykle bywa - powrót był trudniejszy ale bez wypadków i udany. Troszkę stresu bo dziewczyny nie potrafią sie trzymać jednej strony i idą slalomem :) co powoduje spychanie towarzyszy drogi w niebezpieczne rejony. W centrum Muszyny Adaś mógł podziwiać wozy strażackie. 

Muszyna

Obiecaliśmy wcześniej dzieciom (sobie też) lody w kawiarni, którą Michał wypatrzył. Jakoś trzeba je było zmobilizować do dziarskiego wędrowania :) Czekolada Club!!! Tam warto zjeść lody, wypić czekoladę czy kawę!!!!! Przy Rynku w jednej z bocznych uliczek blisko domu handlowego. Ceny zwyczajne, a smak bez porównania. 

Aniela skupiona :) 3zł, gałka lodów w pucharku + rurka + serduszko wafelkowe. Obok w budce za tyle samo bez frykasów i na ulicy trzeba jeść.

Muszyna

Pogodę cały czas mieliśmy wspaniałą więc korzystaliśmy z basenowych uroków. 

Muszyna Activa

Muszyna Activa

Adaś zaciągał tatę, a może tata Adasia(?), na plac zabaw obok pobliskiej Cerkwii. Wybraliśmy się raz we czwórkę.  

Muszyna

Najczęściej jednak przesiadywaliśmy przy hotelu. Dzieci biegały, bawiły się, my sobie gadaliśmy.

Aniela

Dwa razy!!!!!!! Zrobiłyśmy sobie z Agnieszkami babski wypad na kawę. Co za rozkosz :) Kawa smakowała tak jak wyglądała :) Mam nadzieję, że Czekolada Club przetrwa do przyszłego roku bo na dobrą kawę w Activii nie liczę :/ Marniuchna taka była. 

Mmmm...

Pojechały kobity do kawiarni, a wróciły obwieszone prezentami :) Dla jasności! Nikt Adasia nie zmuszał żeby wszystkie korale nałożył, sam chciał ;D Bardzo mu się podobały. Dla mnie zostały biało-zielone i pomarańczowe. Śliczne :)

:)W ostatnią noc przed powrotem Adaś dostał bardzo wysokiej , nagłej gorączki, termometr wskazywał 42 stopnie. W końcu lekami i zimnymi okładami udało mi się temperaturę obniżyć ale cały dzień nie chciał jeść ani pić i gorączkował. Powtarzał "tęsknię za moim Olsztynem" i "chcę być chory". Dopóki tak mówił - był chory. Potem postanowił wyzdrowieć i wyzdrowiał. W pociągu miał jeszcze 39 stopni ale było zimno więc szybko temperatura po lekach spadła. W Warszawie mieliśmy mieć mało czasu na przesiadkę ale jakoś tak się zrobiło więcej i zdołaliśmy się jeszcze pożegnać przez okno z Agnieszką i Mają zamkniętymi w sypialnym wagonie. Pociąg do Olsztyna przywitał niespodziankami. Danka z dziećmi i rodzicami miała bilety z miejscami rozbitymi w różnych miejscach pociągu i tak Asia (3,5 roku) powinna wg numeru na bilecie siedzieć sama w wagonie itp. Na miejscu okazało sie jeszcze, że jeden z biletów jest na takie samo miejsce jak ma dwóch innych pasażerów...Polska właśnie. Człowiek siedzący z nami w przedziale dał się przekonać Dance i zmienił miejsce, dojechaliśmy szczęśliwie razem w dziewiątkę w jednym przedziale. 

Na koniec moja cudna pierwszoklasistka złapana nie moim okiem na stołówce/w restauracji hotelowej

Aniela

 oraz przecudne krajobrazy jakimi żegnał nas Beskid kiedy jechaliśmy pociągiem do domu. Stałam kilkanaście minut i trzaskałam foty przez okno. 

Beskid

Dziękujemy serdecznie wszystkim, którzy przyczynili się do umożliwienia nam tego wyjazdu. Wasze wpłaty, przekazywanie 1%, podwożenie nas czy naszych bagaży, modlitwa - bez tego nie dalibyśmy rady. Dzięki Wam Aniela ma dwa razy w roku fantastyczną rehabilitację, a my mamy wakacje jadąc z nią. Przeżywamy cudowne przygody, spotykamy ludzi, którzy stają się naszymi przyjaciółmi. Pomoc choremu dziecku to pomoc całej rodzinie. Tak zabrzmiało patetycznie może, ale to prawda. Dziękujemy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 

© Anielinka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci