Menu

Anielinka

Opowieść o niezwykłej dziewczynce z Zespołem Williamsa

Wpisy otagowane : ACentrum

zezerta

Zimno, bardzo zimno. To jednak widzą i czują wszyscy więc może lepiej o Anieli napiszę :) Jesteśmy dwa tygodnie po turnusie, świetnym turnusie!!! Od razu pochwalę Gryzelkę bo zrobiła ogromny skok do przodu. Najpierw sama z siebie wzięła kartkę i narysowała ulicę (prosta! równa! kreska), potem narysowała kota, który wyglądał jak piękny, duży pies na smyczy i w końcu przyszła się pochwalić literką A - tutaj to mnie zdziwiła baaaardzo mocno. O ile kreska jest powtarzalna to drugiego A nie udało mi się z niej wydobyć ale faktycznie zaczęła rysować i polubiła to!!! Nie są to już tylko bazgrołki ale zaczyna to coś przypominać :) Reklamuję więc i polecam ACentrum, nie pierwszy raz z resztą i nie ostatni zapewne! Zdaję sobie sprawę, że to odblokowanie to nie tylko zasługa pracy terapeutów w Mielnie ale także tych osób, które pracują z Anielą na co dzień dlatego sukces wspólny, a największy Gryzonia - pięknie pracowała!!!! Oprócz spraw manualnych pojawiło się coś jeszcze, pewnego dnia moje starsze dziecko zaczęło mnie przepraszać i głośno mówić o swoich uczuciach!!! Do tej pory raczej nie odczuwała potrzeby przepraszania za cokolwiek, a odczuciami dzielić się nie potrafiła - jesteśmy na dobrej drodze!!!!! Tak z grubsza wyglądają postępy, jak widać warto było przejechać tyle kilometrów i się zapożyczyć ;) 

Krótka relacja ze zdjęciami (te wszystkie ładne zdjęcia zrobił Michał K., moje są te gorsze).

Podróż przebiegła nam nadzwyczaj spokojnie, dzieciaki spały albo jadły, jechało się świetnie za co podziękowania dla wujka Darka :)))

Jak zwykle po dotarciu do hotelu musiały się pojawić jakieś problemy bo przecież u mnie to normalka. Nie było nas na liście. 400 przejechanych kilometrów, 5,5 tysiąca zapłacone za turnus a hotel nie ma dla nas pokoju...Przy pytaniu czy jestem pewna, że nazywam się Nowakowska ciśnienie lekko mi się podniosło. Spokój nas uratował. Okazało się, że nie wykreślono danych osoby, na której miejsce wskoczyliśmy. Zostało jej imię, liczba dzieci i ich wiek. Pokój jednak był taki jak trzeba: duży, z łóżeczkiem i wanienką dla Adasia, lodówką i nawet z internetem w gniazdku. Potem pierwsza kolacja i pierwsze radości!!! Nasza znajoma rodzinka dotarła w komplecie!!!!!!!!!!!! Oprócz tego spotkaliśmy też inne znajome twarze ze Zjazdu Stowarzyszenia :) Brakowało tylko Mai.

Dostaliśmy bogaty grafik zajęć, pierwszy dzień i z marszu 6 godzin ciężkiej pracy. Zajęcia na basenie, z psami, terapia ręki, logopedyczna, wspomaganie rozwoju umysłowego, muzykoterapia, SI, rehabilitacja ruchowa, radosne igraszki, delikatny masaż - rewelacja!!!!

Absolutnie dla Anieli najważniejszym i najbardziej wyczekiwanym (oprócz wręczania prezentów) wydarzeniem podczas turnusu był bal przebierańców. Był tematem numer jeden jeszcze na długo przed wyjazdem i po również długo był przeżywany. Ponieważ Gryzuszka dostała od cioci piękną sukienkę tancerki flamenco wybrała to przebranie, była Hiszpanką :) czym chwali się do dzisiaj!  

Bal

Kolczyki tylko do zdjęcia, a i to ledwo przeszło.

Bal

Dla Adasia wymyśliłam strój pirata i jak się okazało pasuje mu taki łotrowski wizerunek :)

Bal

Aniela podczas balu była nieuchwytna dla oka fotografa a jeśli już to widać głównie plecy więc brat pozował za nią. Tutaj z mamą...no za co ja się mogłam innego przebrać! Przecież u nas w domu cyrk i klowni to niekończąca się historia.

Bal

W całej okazałości mały tancerz.

Bal

Takie różne wygłupy z Zorro żeby mi syn nie zwiał z sali.

Bal

Torcik okolicznościowy z okazji 15 turnusu, pycha!

bal

Zabawa dla dzieciaków świetna, przygotowana każda piosenka, wszystkie panie, dzieci i rodzice pięknie poprzebierani.

Kolejny temat wracający jak bumerang. Aniela tak weszła w rolę, że wyjść nie mogła...Przebierali się z Kacprem za Mikołaja i nosili prezenty :D

Mikołaj istnieje naprawdę.

Taka zwyczajna rurka a ile możliwości!!! Z Filipem szaleństwa łazienkowe.

Mielno

Mieliśmy taki plan: codziennie spacer nad morze i wdychamy jod żeby wyniki poprawić. Nie udało się. Wiatr, potem deszcz, w końcu choroba. Trzy razy byliśmy na momencik, łącznie pięć razy udało nam się wyjść z hotelu. 

Mielno

Widoki za to piękne.

Michale to zdjęcie cudne!!!!! Takie filmowe jakieś!

Mielno

Trudno powiedzieć które zajęcia były ulubione ponieważ na wszystkie Aniela chodziła chętnie i za każdym razem trudno było ją z od terapeuty wyprowadzić. Tutaj po ostatnich zajęciach indywidualnych z dogoterapii. Na zdjęciu z Beniem ale były jeszcze Faust (znany z Warszawy) i Peppa.

Mielno

Wujeczek Dareczek podbija serca dzieci od wielu lat, podbił kolejne :) Aniela przeszczęśliwa w wodzie oswaja codzienne strachy typu mokra twarz i kropelki spływające do oczu.

Mielno

Był sukces! Nawet dwa! Zamoczyła nos i dmuchała pod wodą!!!

Mielno

Ulubione miejsce brata. Coś trzeba było robić kiedy siostra ćwiczyła. Szafa i 4 kapcie a zabawa na dwa tygodnie!

Mielno

Jak widać niżej Gryzoń nie ma połowy włosów. Nowy rok nowy wygląd :) Nie miało sensu dłuższe dręczenie bidulki, każde czesanie = dramat, krzyki, lamenty itp więc nożyczki poszły w ruch. Jedno cięcie i po sprawie. Teraz nawet częściowo sama jest w stanie się uczesać i nie ma takich histerii.

Mielno

To dopiero paczka!!! Walka o wpływy, kto ma być szefem gangu, jeszcze trwa ale za jakieś dwa, trzy lata się dotrą ;))))) 

Mielno

Drugi tydzień zaczęliśmy jakimś wirusem. Wymioty i ogólna niemoc. Najpierw Aniela dwa dni przespała z miską, potem ja troszkę przychorowałam. Adaś cały czas jakiś taki był niezdecydowany czy się rozchorować czy wyzdrowieć. Zęby go dręczyły, gorączki dostał, brzuszek też coś szwankował. Najważniejsze, że daliśmy radę. Trochę zajęć opuszczonych, głównie basen i grupowe i tyle.

Mielno

Po fantastycznym, pełnym emocji wszelkiej maści, wytężonym czasie pracy i świetnej zabawy przyszedł czas na podziękowania i pożegnania. Każde dziecko dostało dyplom i prezent, a terapeuci pamiątkę ze zdjęciami wszystkich uczestników.

Mielno

Mielno

Na koniec pochwalę i Adasia. Dzielny był bardzo i jakby troszkę wydoroślał (nie przeszkadza mu to jednak w nieodstępowaniu mnie na krok). Nudził się momentami strasznie i trochę denerwował bo co zdążył się wkręcić w jakąś zabawę to musieliśmy gdzieś iść. Konkret na koniec jest taki: pożegnaliśmy zupełnie naturalnie i bezboleśnie smoczek (nowiusieńki wzięliśmy na turnus z pudełka i zjadł go tam praktycznie przez te wyrastające zęby-kolejnego postanowiłam nie kupować i to była dobra decyzja). Zuch chłopak!!!!! Poza tym komunikacja z Adaśkiem rewelacyjna, mało mówi ale wytłumaczy wszystko i nauczył się chodzić po schodach!!!

W drodze powrotnej dzieciaki spały. Wujek Darek bezpiecznie dowiózł nas do domu. Zatrzymaliśmy się w Gdyni u Moniki i cioci Uli, jak się okazało, na pyszny nieplanowany przez nas obiad :)))) 

Dziękujemy wszystkim dzięki którym udało nam się pojechać: Ani Ś. i Darkowi J. oraz pozostałym wspierającym nas osobom.

© Anielinka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci