Menu

Anielinka

Opowieść o niezwykłej dziewczynce z Zespołem Williamsa

Wpisy otagowane : Stadion-Narodowy

zezerta

Wakacje zaczęliśmy od odpoczynku. Trochę nas kosztowały te kolejowe wojaże. Niedzielę ograniczyliśmy zatem do standardowych działań. Od poniedziałku do środy zaplanowaliśmy sobie intensywne zwiedzanie Warszawy. Potem mieliśmy odwiedzić znajomych ale niestety, przygody nas kochają :D

Adaś ma ostatnio świra na punkcie pojazdów, najpierw były samochody i autobusy, ale po podróży Warszawa - Muszyna - Warszawa, zapałał szczególniejszą miłością do pociągów. Wszystko co się da ustawia jak wagony, dzisiaj ułożył tak nawet winogrona i szczęśliwy krzyczał:"mamaaaa puf puf!!!". Toteż w pierwszy dzień wakacji ruszyliśmy do Muzeum Kolejnictwa. Gdybym miała przy sobie pełen plecak dwuzłotówek to pewnie wszystkie by poszły... Adaś mógłby stać przy ruchomej makiecie kilka godzin, Anieli wystarczyło kilka rzutów okiem. Pociąg cyrkowy zatrzymał ją na chwilę dłużej i sala "księżniczkowa", koniecznie chciała wejść na to ładne krzesło. Nic jednak nie pobije reakcji naszych dzieci na automaty... Wszystkie miniatury pociągów były świetne, wagon sypialny itp. ale wygrała ciuchcia podobna do Tomka. Cóż to była za walka kto ma usiąść i ile próśb o 2 zł! Jakoś Adasia udało się wyciągnąć, Aniela w końcu też zeszła, wyszliśmy na zewnątrz żeby zobaczyć prawdziwe pociągi, a tam... kolejne dwa automaty. 

 

Muzeum Kolei.

Pocieszałam się, że nie tylko naszym dzieciom najbardziej z całego muzeum podobała się cukierkowa ciuchcia z Donaldem i samochód z oczami. Nasiedzieli się, pomarudzili i dali się przekonać na dalszy ciąg wycieczki. Ogólnie chyba nie żałowali :) W niektórych składach można poszperać, pokręcić, pozaglądać tu i tam.

Muzeum Kolei.

Muzeum Kolei.

Jedyny w Europie pociąg pancerny nie zrobił na dzieciakach większego wrażenia. Znaleźliśmy za to lokomotywę z Olsztyna :)
 

Muzeum Kolei

Najfajniejsza była możliwość pokręcenia sprzętami.

Muzeum Kolei.

O i tu byli bardzo szczęśliwi! Gryzucha chciała wyjść przez okno i usiąść na "półce". 

Muzeum Kolei.

Z muzeum wyszliśmy jako jedni z ostatnich, za 5 minut zamykali i tylko dzięki obawie Anieli przed nocowaniem na peronie udało się nam ominąć bezboleśnie kolorowe pożeracze pieniędzy.

Kolejny punkt programu: Stadion Narodowy. Nie polecam kupowania pieczywa w przejściu podziemnym tuż obok. Masakra. Aniela była zawiedziona bo "koko euro spoko" się skończyło i nikt w piłkę nie grał. Obeszliśmy cały stadion szukając wjazdu dla wózków. Szłam z Adasiem dołem, Michał z Anielą trochę górą. Nic. Zero podjazdu. Zaczęło padać więc Michał wniósł wózek po schodach. Deszcz jakoś nie miał zamiaru przestać, doszliśmy do bramy, którą wchodziliśmy i kiedy trochę mniej się lało z nieba zeszliśmy, a Adaś znowu był niesiony.

Stadion Narodowy.

Stadion Narodowy.

Cóż się okazało kiedy znaleźliśmy się znowu na dole???? A no, że ślepi jesteśmy. Podjazd dla wózków był! Jeden na cały stadion ale był! W dodatku przy bramie przez którą wchodziliśmy! Wybraliśmy jednak złą drogę, bo wśród krzewów i ominęliśmy, a potem schodząc wystarczyłoby mieć ciut więcej cierpliwości i byśmy znaleźli.

Wielką atrakcją w Piasecznie okazały się kury i kogut. Prawdziwe i żywe, gdacząco-piejące. Dzieci musiały pod Warszawę pojechać żeby kurę zobaczyć grzebiącą w ziemi.

Kury miejskie.

Na wtorek zaplanowaliśmy ZOO. Padało od rana ale na dobre zaczęło lać kiedy dojechaliśmy na miejsce. Zaczęliśmy więc od obiadu w Rusałce. Uwielbiam bary mleczne. Czas się tam zatrzymał, wszystko włącznie z paniami wyglądało tak,  jak pamiętam z dzieciństwa :) No sztućce plastikowe to nowość. Smak ten sam. Za obiad dla naszej rodziny zapłaciliśmy 22,50zł i wszyscy byli najedzeni. Deszcz dalej padał, Aniela głośno się modliła:"Jezusie zabierz deszcz". Tak od razu nie zabrał, trochę nas przetrzymał ale w końcu wyszło słońce. 

Ryby, małpy, ptaki i żyrafy zrobiły chyba największe wrażenie. Adaś biegał za piraniami, a one za nim. Hipopotamy pływały na dworze, słonie się myły w błocie, szympansy się kłóciły. Goryl za to bardzo wystraszył Adasia. Chyba się Młody nie spodziewał, że to wielkie coś co na niego patrzy jest żywe. Jak się goryl obrócił i poszedł na siku, Adaś się rozbeczał. Pokazywałam mu kilka dni temu te goryle w internecie i od razu był gotowy do płaczu, przerażenie w oczach. Tygrys ryczał jak nigdy, a młode wariowały wokół mamy. Zwierzęta w ZOO chyba lubią deszcz, no i ludzi malutko.

ZOO

To co najbardziej zachwyciło mnie to 10 dniowa żyrafka. Wspaniały widok, piękna jest!!! Mogłabym tam pół dnia siedzieć. Mama żyrafa raczej mało zadowolona była z tego podglądania, wyglądała na zaniepokojoną.

ZOO

ZOO

 W środę pojechaliśmy do Muzeum Geologicznego zobaczyć dinozaura, przodka kury i mamuta. Adaś przespał całe zwiedzanie, a Aniela chciała szybko sprawę załatwić i biec na kolejny punkt programu. Kupiła sobie na pamiątkę serce z selenitu. Próbowałam ją namówić na jakąś skamielinę ale na próżno.

Muzeum Geologiczne

Tak, tak! Karmienie wiewiórek!!!!!! Cała torebka Gryzonia wypełniona orzechami. 

Łazienki

Wiewiórki urocze. Mieliśmy orzechy włoskie więc oglądały je i wąchały długo przed skosztowaniem. Aniela też tak je zachęcała, że po prostu wiały przed hałasem. Świetna przygoda!!!!

Łazienki.

No to piękne, prawda?!

Łazienki.

Łazienki

Obejrzeliśmy też dosyć dokładnie pawie, akurat wszystkie samce czyhały na dziewczyny i albo się który prezentował albo zachęcał głosem. Dzieciaki za to jadły jak zawsze, one są wiecznie głodne :D

Łazienki

Anieli podobała się fontanna.

Łazienki

Na koniec ostatni orzeszek w dobre ręce. Wiewióra fajnie trzyma Gryzonia za palce.

Łazienki

Zdjęcie autorstwa Ulki, nie mogłam się powstrzymać ;) Idealne miejsce do zabawy.

Piaseczno

W tak zwanym między czasie, który nie istnieje, dzieciaki troszkę się pochorowały. Może to te bułki spod Narodowego... tak czy siak znajomych nie odwiedziliśmy. We czwartek Aniela miała już tak serdecznie dość podróżowania, że pierwszy raz w życiu chciała wracać do domu. Strasznie płakała i prosiła żebyśmy pojechali do Olsztyna, do jej pokoju i zabawek. W domu akurat był remont więc wrócić od razu nie mogliśmy. Skróciliśmy wakacje o jeden dzień. Wspomnienia piękne, wrażeń bardzo wiele! Podróże kształcą, tego jestem pewna. Adaś po powrocie zaczął mówić. Każdy dzień to nowe słowo, istniejące! nie wymyślone przez niego jak wcześniej. Na owoce Gryzonia także przyjdzie czas.

© Anielinka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci